Jesteśmy strasznie podekscytowani - okazało się, że nie musimy czekać do wiosny na budowe domu....
ale może od początku:) Jako że z przyczyn zupełnie niezależnych ode mnie wkroczyłam nagle w świat biznesu i stałam się posiadaczem własnej firmy o jakże wdzięcznej nazwie: "Małgorzata Górnicka - Usługi Weterynaryjne", perspektywa wzięcia kredytu znacznie się oddaliła do maja 2012 roku.
W związku z tak odległym terminem sprawy toczyły się dość leniwie... tyle czasu, po co wszystko robić na tzw. "łapu-capu". Zaplanowaliśmy nawet wakacje, zapłaciliśmy zaliczki - planowaliśmy nadrobić braki podróży poślubnej, której nie mieliśmy:) Aż tu któregoś dnia spadła na nas jak grom z jasnego nieba wiadomość, że ten nieszczęsny geodeta, na którego pomstowałam w ostatnich postach (a może nie pomstowałam - ale w każdym razie miałam taki zamiar;]) jednak poradził sobie z naszą jakże skomplikowaną sprawą i możemy rezerwować termin u notariusza:) Efektem było podpisanie aktu notarialnego, na mocy którego mój szanowny małżonek wszedł w posiadanie całkiem pokaźnego "gospodarstwa" pod zabudowę mieszkalno-zagrodową (wszystko wskazuje na to, że jednak będę mogła mieć osła;]). Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości - na razie (powtarzam NA RAZIE!!) jedynym posiadaczem działki jest Mikołaj. To niestety pociąga za sobą fakt, że dom, który mam nadzieje lada moment stanie na tej działce, też defacto będzie wyłączną własnością mojego męża. W związku z tym zastanawiam się, czy nie zmienić nazwy bloga na: Notatki młodej, oddanej i idealnej mężatki co by się moje walizki za szybko na progu nie znalazły:)
Ale teraz wracając do meritum: z tym aktem notarialnym udaliśmy się do naszego pana doradcy finansowego - ledwie biedaczysko pamiętał w jakiej sprawie my do niego:) Ostatnie spotkanie było pół roku wcześniej i tyle czasu zajęło nam załatwianie jednej formalności o którą nas prosił... no w zasadzie dwóch bo pierwszą był ślub - ale to akurat był pikuś w porównaniu z całą resztą:) no i Pan Paweł - nasz doradca sprowadził nas bardzo skutecznie na ziemię informując, że nie musimy czekać do wiosny, że ja jako wolny zawód mam nieco bardziej preferencyjne warunki otrzymywania kredytu i w związku z tym dom ma szanse się wybudować jeszcze w tym roku:)
Z tego też powodu narzuciliśmy teraz mega tempo - jesteśmy już posiadaczami projektu, właśnie dziś Mikołaj jedzie się spotkać z fachowcem, który ma nam pomóc przebrnąć przez urzędowe formalności związane z pozwoleniem na budowę:) odwołaliśmy też ostatecznie wakacje - ale mamy nadzieje, że nie będziemy tego żałować:)
Jeśli ktokolwiek ma ochotę zerknąć na "portfolio" naszego przyszłego domu to zamieszczam link:
http://www.mgprojekt.com.pl/domki/praktycznya/index.php
I w związku z taką możliwością, że mamy szanse nazwać ulicę przy której stanie nasz dom zbieram propozycje:) Na razie pojawiło się kilka ciekawych jak: Kasztanowa (dominującym elementem ogrodu ma być kasztanowiec), Mistrza i Małgorzaty - tego chyba nie muszę tłumaczyć:) Wszelkie pomysły są mile widziane i zostaną wzięte pod rozwagę:)
Nie będę opisywała w tym poscie wiejskich klimatów bo tak się akurat składa, że od dwóch tygodni i przez kolejne 3 mieszkam w warszawie w pożyczonym mieszkaniu Mikołaja chrzestnego... zaczął się sezon urlopowo-remontowy. Urlopy w lecznicach a remonty na kolei... to wszystko powoduje, że przy pracy na niemal 2 etaty nie bardzo opłaca mi się wracać na wieś... plotki znam tylko z opowieści Mikołaja i wiem, że Fidel i Szyszka żyją, mają się nieźle poza małym przeziębieniem i podobno w ogóle za mną nie tęsknią w ferworze polowań na różne żyjątka:) a właśnie - czy ostatnio pisałam, że szyszka nie wychodzi... otóż informuję wszem i wobec, że szyszka stała się pogromcą okolicznych kretów, myszy, ptaków i żab. Wypad na zewnątrz bez upolowania czegokolwiek co nadaje się do upolowania jest stracony. Dlatego usilnie co wieczór, a jeszcze częściej w środku nocy na wypadek gdyby naszła nas ochota na drobną przekąskę Szyszka dzieli się z nami swoimi smakołykami. Fidel aby nie być gorszym i pokazać, że też umie przyniósł mysz - nie zauważył tylko że na ogonie ma przyczepioną pułapkę na myszy:)
jeszcze tylko się pochwalę, że nasza drabinka (znaczy się drabinka niewątpliwie należy do kotów ale jest produkcji Mikołajowej) znalazła się na takim blogu z drabinkami dla kotów z całego świata:]
http://catladder.blogspot.com/ (wpis z 3 lipca 2011)
acha i obiecuję, że przycisnę Mikołaja ostatecznie w kwestii zdjęć ze ślubu:) zagrożę wymeldowaniem go z jego przyszłego domu, który nie jest mój;]
do napisania:)