sobota, 12 lutego 2011

Skąd pomysł na bloga

Jakoś tak sobie pomyślałam ostatnio, ze kiepska jestem w regularnym utrzymywaniu kontaktów. Nie pamiętam nigdy o okazjach typu urodziny i imieniny (ale mam nadzieje, że większość z was już się do tego przyzwyczaiła i jako tako stara mi się wybaczać;]), ciężko tez mi znaleźć w całej bieganinie codziennej czas żeby do każdego z osobna zadzwonić i poplotkować. Nie oznacza to oczywiście, ze nie lubię tych osób do których już dawno nie dzwoniłam... właśnie nie... właśnie chodzi o to, że myślę o was wszystkich często, zastanawiam się co u was... Ponieważ wiec ciężko się z każdym spotkać, do każdego zadzwonić, postanowiłam zapoczątkować nowy sposób utrzymywania w miarę regularnych kontaktów... wpadłam na pomysł, że raz na jakiś czas np raz na miesiąc lub jak coś szczególnego się wydarzy, będę pisała mailową opowieść o tym co u mnie słychać, jak się posuwają sprawy organizacyjne. Jeśli któraś z was będzie chciała się tez podzielić ze mną tym co słychać u niej to niech odpisze... jeśli nie to nie... ale w ten sposób chociaż troszkę będziemy wiedziały co u nas słychać wzajemnie i jak za jakiś czas się spotkamy to przynajmniej będzie o czym porozmawiać... nie będziemy się czuć nieswojo:)

Tak więc zacznę od krótkich podziękowań, dla niektórych to będą kolejne, dla innych (niestety wstyd się przyznać) pierwsze. Więc wszystkim bez wyjątku chciałam podziękować za wspaniały wieczór panieński, a także za waszą obecność na ślubie - to było dla nas bardzo ważne, że pomimo chwili jaką trwała cała ceremonia poświęciliście niemal cały dzień, żeby być z nami:) Dziękujemy także tym którzy z różnych przyczyn nie mogli być z nami, ale płynęło do nas wiele ciepłych i życzliwych słów oraz myśli:) Jak będziecie dobrze trzymać kciuki za naszą budowę to byćmoże w następny karnawał będziemy mogli się odwdzięczyć mega dłuuugą i wieeelką parapetówką:) Ślub jak ślub... przygotowań cała masa, stresu co nie miara a zleciało jak z bicza strzelił... ani się obejrzeliśmy a już było po przysiędze, po przyjęciu:) Wszystkim, które jeszcze mają to przed sobą nie zamierzam mówić, żeby się nie stresowały, bo to dokładnie tak jak z maturą - samemu trzeba doświadczyć, że nie jest tak strasznie jak się wydaje:) Zdjęć jeszcze nie ma - tak to jest jak chcieliśmy zaoszczędzić na fotografie - jedni już dosłali nam zdjęcia inni jeszcze się ociągają. Obiecujemy jednak, że jak tylko wszystkie zdjęcia się pojawią to poddamy je selekcji i cenzurze i stworzymy jakiś album w wersji "sieciowej" żeby każdy mógł obejrzeć i ewentualnie ściągnąć sobie takie zdjęcia jakie będzie chciał:)

Jeszcze tylko tydzień po ślubie cieszyliśmy się samotnością i życiem małżeńskim we dwoje. Ostatni weekend stycznia nosił kryptonim "przeprowadzka" i muszę przyznać, że był dla mnie jednym z bardziej wyczerpujących od nie wiem kiedy. Pozbawiony prawie całkowicie snu z powodu dwóch dyżurów nocnych, pakowania, przewożenia, wypakowywania. W międzyczasie trzeba było jeszcze kupić regał bo nie mieściły się nam nasze książki i dokumenty. Udało nam się też kupić samochód (Renault clio II 1.4 extreme). Musze powiedzieć, że pomimo wielu plusów jakie daje przeprowadzka (u nas było jakieś 200 litrów niepotrzebnych rzeczy jak paragony, stare zeszyty, notatki, gazety, opakowania, puste pudełka po kosmetykach... było też jakieś 100 litrów nieużywanych już od dawna ubrań, które jeśli tylko ich stan na to pozwalał zostały spakowane i wywiezione do miejscowej parafii - mam nadzieję, że w tak małej miejscowości jak Cisie ksiądz wie które rodziny są w największej potrzebie)... ojej chyba straciłam wątek zdania;] no w każdym razie mamy nadzieję, że to była nasza przedostatnia przeprowadzka. Następna będzie mamy nadzieję tylko o kilkadziesiąt metrów do NASZEGO WŁASNEGO DOMU :))) (no może niekoniecznie - przez następne 30 lat będziemy go niejako współdzielić z bankiem, ale mam nadzieje, że nie będzie z niego korzystał). Jak już wspomniałam o samochodzie to ostatecznie udało nam się rozwiązać sprawę odszkodowania - trafiło na nasze konto, ale nie myślcie, że było łatwo. Mój rachunek telefoniczny za wszelkie naglące telefony do Benefii będzie niestety lekko zastraszający:) Teraz jeszcze pozostało nam sprzedać nieco "skrzywionego" punto (i bynajmniej nie dlatego, że musi się z nami rozstać) więc jeśli ktoś zna kogoś, kto zna kogoś... itd.... kto chciałby kupić lekko "skrzywione" punto z nowiutkimi lampami na dokładkę (których na szczęście nie zdążyliśmy zamontować) oraz z kompletem zimowych opon zupełnie gratis za jakieś 2100 to proszę śmiało podawać mój numer telefonu bo tak się akurat składa, że dysponuję tego typu ofertą:)

W ramach mini prezentów ślubnych za pieniądze z przyjęcia (po kupnie auta oraz odłożeniu na pierwsze formalności domowo-budowlane) ja kupiłam sobie nowiutką torbę lekarską z czerwonej skóry oraz kupuję na spółkę z moim współpracownikiem z Kabat aparat USG. W prawdzie używany, ale zawsze to coś na początek:) Mikołajowi natomiast zafundowaliśmy aparat ortodontyczny... Okazało się, że po zrobieniu wszelkich badań wykryto u niego nie do końca wyrażoną formę rozszczepu podniebienia, brak zawiązków niektórych zębów w szczęce co spowodowało niedorozwój szczęki, przerost żuchwy i w efekcie krzywe ułożenie całych łuków zębowych względem siebie. Okazało się, że poza aparatem czeka Go także podwójna operacja na żuchwie i szczęce na oddziale chirurgii szczękowej - jego prezent więc przeciągnie się w czasie dość mocno, znacznie przekroczy zaplanowany na ten cel budżet, ale skoro już zaczęliśmy to się nie poddamy tak łatwo i postaramy się to jakoś stopniowo udźwignąć.

Martwiłam się, że moje koty zginą pierwszego dnia po przeprowadzce na wieś. Zostały zaczipowane, wyposażone w obroże i znaczki, szyszka wysterylizowana. Zaszczepiłam je nawet przeciwko wściekliźnie - wiadomo jakiego stwora napotkają w lesie obok wsi;]). Szyszka nawet przy drzwiach otwartych na oścież nie skusiła się wyściubić choćby czubka najdłuższego ze swoich wąsów poza próg domu. Fidel zgrywał cwaniaka, wyszedł i spotkała go niespodzianka - poza kotami i psami, które miał szansę poznać w lecznicy, na świecie są też inne stworzenia np. kury. Niestety okazały się problemem nie do przeskoczenia. "Filet" wylądował w szafie a kolejna próba wystawienia go na dwór skończyła się kontuzją - tak chciał się uwolnić z moich ramion, żeby wrócić z powrotem do szafy:) Tak więc wygląda na to, że moje koty jednak pozostaną niewychodzące - przynajmniej na razie:)

Od przyszłego tygodnia kończę pracę na kabatach w pełnym wymiarze. Zostaną mi tu tylko dwa dyżury w tygodniu i dwie soboty, reszta w multiwecie, więc będę krążyć między jedną a drugą kliniką.Miejmy nadzieje, że z czasem osiądę gdzieś bardziej na stałę choć to nie jest głupie rozwiązanie - i tu i tu już się dość mocno przywiązałam i każda z tych lecznic ma inną specyfikę pracy i swoje wady i zalety:)

od przyszłego poniedziałku czyli 21 lutego ruszamy już pełną parą z przygotowaniami. Uprawomocni się podział ziemi Mikołaja rodziców, więc nasza działka zacznie formalnie istnieć. Będziemy mogli wystąpić o wypis i wyrys z planu zagospodarowania, sprawdzić czy nasz projekt domu się w ten plan wpisuje i go kupić. w międzyczasie trzeba będzie załatwić notariusza aby działka była nasza i wtedy zacznie się - geodeci, geolodzy, projektanci (jak ktoś zna kogoś godnego polecenia to proszę o namiary) - mapki, projekty, elektryczność, woda, oczyszczalnia przydomowa, pozwolenie na budowę, kosztorysy... miejmy nadzieję, że wszystko się uda i jeszcze w tym roku zgodnie z naszymi planami się wprowadzimy... nie to żebym narzekała, bo moi teściowie są bardzo mili... zresztą studia nauczyły mnie życia w grupie i mieszkania z innymi ludźmi... jednak po takim czasie samodzielnego mieszkania mamy z mikołajem już jakieś swoje nawyki, które musimy tłumić, jedna łazienka na 6 osób też nie jest komfortowym rozwiązaniem, zwłaszcza jak 4 z tych 6 osób wybierają się do pracy tym samym pociągiem:) No i Koty, które troszkę biegają po domu, ale jak nas nie ma to siedzą uwięzione w naszym małym pokoiku - niech się tylko zacznie wiosna i będą mogły rozprostować kości:)

No i to chyba tyle na razie... życzę wszystkim z was coraz więcej słonecznych dni, szczęścia tyle ile ja zaznałam ostatnio lub nawet jeszcze więcej i niebawem będę pisać po raz kolejny:)
Buziaki i Pozdrawiamy M&M

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz